Kolejne dwa filmy dokumentalne z 22 edycji festiwalu „Millennium Docs Against Gravity,” które – choć skrajnie różne pod względem formy, tonu i konstrukcji postaci – łączy jedno: głęboka potrzeba opowiedzenia prawdy o rozpadzie izraelskiej tożsamości. „Akta Bibiego” Alona Schwarza i „Coexistence, My Ass!” Amber Fares to dwa głosy z jednego kraju, wybrzmiewające z różnych zakątków społecznego i politycznego spektrum. Jeden patrzy w górę, na mechanizmy władzy, drugi – w głąb codziennego doświadczenia jednej osoby. I choć różnią się niemal wszystkim, razem tworzą poruszającą dyptykę o kryzysie nadziei.
Netanjahu: architekt systemu czy jego symptom?
„Akta Bibiego” to film precyzyjny jak skalpel. Alon Schwarz nie pozostawia widzowi złudzeń – pokazuje Netanjahu nie jako bohatera czy potwora, lecz jako wytwór i motor politycznej maszyny, która od lat systematycznie rozmontowuje izraelską demokrację. Archiwalne nagrania, wywiady z byłymi doradcami, analizy politologiczne – to wszystko układa się w mozaikę portretu władzy opartej na cynizmie, marketingu i strachu. W tle tej układanki pojawia się także skrajna, niemal teatralna postawa żony Netanjahu, Sary – kobiety przedstawianej przez media jako postać apodyktyczna, wywierająca silny wpływ na decyzje premiera i będąca symbolem zacieśnionej prywatno-politycznej osi władzy. Film nie jest tylko o jednym człowieku. To opowieść o epoce, która się jeszcze nie skończyła, ale której finał – przynajmniej w warstwie moralnej – zdaje się przesądzony. Jednym z najmocniejszych elementów filmu są niepublikowane wcześniej materiały ukazujące przesłuchanie Netanjahu przez izraelską policję w związku z zarzutami korupcyjnymi. Materiał archiwalny, który trafił do producenta Alexa Gibneya pod koniec ubiegłego roku, ukazuje momenty konfrontacji premiera z funkcjonariuszami: zaprzeczenia, uniki i kłótnie. Netanjahu stanowczo odrzuca oskarżenia o przyjmowanie kosztownych podarków od majętnych biznesmenów, m.in. hollywoodzkiego producenta Arnona Milchana oraz magnata hazardowego Sheldona Adelsona. W filmie zasugerowano, że w zamian za przysługi polityczne miał zapewniać im korzystne decyzje podatkowe.
Dokument buduje swój przekaz także poprzez rozmowy z istotnymi postaciami izraelskiego życia publicznego, jak były premier Ehud Olmert, były rzecznik Netanjahu Nir Hefetz, bły lider Shin Bet Ami Ayalon czy dziennikarz śledczy Raviv Drucker. Dla wielu mieszkańców Izraela to nie tylko film, lecz próba uchwycenia mechanizmu, który doprowadził do zapaści politycznej, rozchwiania instytucji państwowych oraz pogłębienia konfliktów regionalnych. Netanjahu, wykorzystując urzędnicze procedury do przeciągania własnego procesu, pozwalał jednocześnie na ekspansję osiedli na Zachodnim Brzegu, niejasne decyzje w sprawie zakładników przetrzymywanych przez Hamas oraz operacje wojskowe, których skutki nazwano na forum międzynarodowym hańbą moralną tej epoki.
To, co w tym filmie najmocniej zapadło mi w pamięć to nie sama skala manipulacji, ale również to, jak bardzo społeczeństwo – znużone, podzielone, przerażone – staje się jej wspólnikiem. Schwarz nie oskarża. Raczej pyta: jak do tego doszliśmy? Jak to się stało, że człowiek, który przez lata budował mit własnej nieomylności, mógł tak długo trzymać w garści cały kraj i ciągle trzyma?
Noam Shuster-Eliassi: samotność w świetle reflektorów
A potem spotykamy bezkompromisową Noam. „Coexistence, My Ass!” to film zupełnie inny – intymny, dziki, czasem absurdalny. Reżyserka Amber Fares śledzi losy jednej kobiety, która postanowiła mówić to, czego inni boją się nawet pomyśleć. Noam Shuster-Eliassi –obecnie komiczka i performerka – przechodzi przez swój własny coming out: ideowy, tożsamościowy, egzystencjalny.
Ten film to nie tylko zapis występów stand-upowych. Wprowadza nas w niezwykłą historię Noam Shuster-Eliassi, kobiety, która potrafi obracać nawet najciemniejsze momenty w żart. Dorastała w unikalnej społeczności „Oazy Pokoju” – jedynej izraelskiej osadzie, w której żydzi i Palestyńczycy mieszkają razem na zasadach równości. Mimo żydowskich korzeni Noam mówi płynnie po arabsku, a jej najbliższą przyjaciółką jest Palestynka Ranin, znajoma z dzieciństwa.
Oaza gościła niegdyś postaci takie jak Hillary Clinton, Jane Fonda czy Dalajlama. Noam została aktywistką działającą na rzecz współistnienia narodów i reprezentowała Izrael w ONZ. Jej naturalną drogą wyrazu stał się stand-up, do którego zainspirował ją – jak sama mówi – prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dawniej komik. Humor stał się dla niej bronią i mostem łączącym podzielone światy. Szybko zyskała popularność w mediach izraelskich, arabskich i amerykańskich, ale dla wielu przedstawicieli skrajnej prawicy była symbolem zdrady narodowej. Jej charyzma i optymizm przyciągały jak magnes.
Gdy ulice Tel Awiwu i Jerozolimy zaczęły się zapełniać protestującymi przeciw rządom Netanjahu, Noam dołączyła do nich z transparentem: „Nie ma demokracji bez Palestyńczyków”. Październik 2023 roku i jego dramatyczne konsekwencje rzuciły na nią nowy cień i wystawiły jej przekonania na bolesną próbę. To portret kobiety, która próbuje przeżyć w kraju, gdzie idea koegzystencji brzmi dziś jak zły dowcip – tytułowy zresztą. Noam żartuje z języka polityki, z traumy, z religii, z samej siebie. Ale im dalej w film, tym bardziej widać, że śmiech bywa ostatnią linią obrony przed rozpaczą. Szczególnie po 7 października 2023 roku, gdy kraj pogrąża się w kolejnym kręgu przemocy, Noam staje się kimś więcej niż artystką – staje się świadkiem, medium, sumieniem.
Dwa obrazy, jedno pęknięcie
Obydwa filmy opowiadają o Izraelu, ale ich język i rytm są zupełnie inne. „Akta Bibiego” to chłodna analiza; „Coexistence, My Ass!” – gorący, pulsujący monolog. Jeden film mówi: zobaczcie, jak funkcjonuje system. Drugi: posłuchajcie, jak to odczuwa jednostka. Razem jednak tworzą opowieść o rozpadzie – nie tylko struktur politycznych, ale przede wszystkim społecznej więzi i zbiorowej narracji.
Oglądając te dwa dokumenty niemal dzień po dniu, poczułam, że nie da się już mówić o Izraelu jako o państwie jednolitym. Jest zbiorem równoległych rzeczywistości, które coraz rzadziej się przecinają. Schwarz pokazuje, jak ten podział został zaprogramowany. Fares – jak wygląda jego codzienność.
Zamiast zakończenia
Nie wiem, czy te filmy coś zmienią. Pewnie nie. Ale wiem, że trzeba je zobaczyć. Bo jedno mówi prawdę o władzy, a drugie – prawdę o jej ofiarach. Reakcje na te dwa dokumenty były tak podzielone, jak samo izraelskie społeczeństwo. „Akta Bibiego” wywołały burzliwą debatę w mediach i w przestrzeni publicznej – jedni uznali film za ważne ostrzeżenie przed autorytarną pokusą i upadkiem instytucji demokratycznych, inni oskarżali twórców o polityczną nagonkę i manipulację. Dokument trafił na międzynarodowe festiwale i został dobrze przyjęty przez krytyków, ale w Izraelu spolaryzował opinię publiczną.
„Coexistence, My Ass!” wzbudził entuzjazm zwłaszcza wśród liberalnej i lewicowej publiczności na Zachodzie. Widziano w nim głos odwagi, autentyzmu i humanizmu w czasach skrajności. Dla wielu żydowskich odbiorców był to film niewygodny – pokazujący pęknięcia, które trudno zagoić. Z kolei dla Arabów i Palestyńczyków Noam stała się nieoczywistym, ale szczerym partnerem w rozmowie. Dokument wzbudza zarówno zachwyt, jak i opór, ale w każdym przypadku zmusza do refleksji i przekraczania schematów. I może właśnie w tym, paradoksalnie, tkwi jeszcze jakaś nadzieja: że są ludzie, którzy patrzą, słuchają, i mają odwagę mówić.
Bo jeśli nie oni – to kto?
Akta Bibiego (The Bibi Files)– trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity
https://www.youtube.com/watch?v=BSr4Ms1fq3E&t=1s
Coexistence, My Ass (Coexistence, My Ass) – trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity
https://www.youtube.com/watch?v=OfB5svtYcIE&t=2s


źródło: filmweb.pl