David Grann i jego świat

The Wager” A Tale Of Shipwreck, Mutiny and Murder” David Grann

Cokolwiek napisze David Grann czytam. W Polsce znany z książki „Czas krwawego księżyca”, a w sumie również z filmu pod tym samym tytułem, ostatniego filmu Scorsese

Tę książkę opisywałam parę lat temu na jednej z grup FB i ciągle zachęcam do przeczytania, bo jest znacznie ciekawsza od filmu. Chyba poszukam ten wpis i umieszczę tutaj. :)

A teraz, The Wager” A   Tale of Shipwreck, Mutiny and Murder co można przetłumaczyć „The Wager” opowieść o katastrofie statku, buncie i morderstwie”. I tym razem nie zawiodłam się, choć czytałam w wersji angielskiej tylko. Wspaniałe przygotowanie bibliografii, połączenie reportażu z kryminałem. Historia prawdzi­wa, jak to u Granna, który spędził wiele godzin w poszukiwaniu niejednozna­cznych historii w bibliotekach. Tym razem w Głównej Bibliotece Brytyjskiej. Jest to brawurowa opowieść o buncie w miejscu gdzie i “umiera dusza człowieka”, jak i o sile narracji w kształto­waniu naszego postrzegania rzeczywistości. Opowieść o przetrwaniu, moralnych kompro­misach, zdradzie i co najważniejsze nieuchwytnej naturze prawdy i mocy informacji w kształtowa­niu historii. Książka wciąga, bo gdy już sądzimy, że mamy obraz co mogło się naprawdę wydarzyć, Grann wprowadza nowe fakty i perspe­ktywę, która podważa przedsta­wioną przez niego narrację. Czy poznamy kiedykolwiek prawdę? Grann przejrzał wyblakłe dzienniki, okrętową, korespondencję, zapiski z rozpraw sądowych, raporty prasowe,  i osobiste relacje uczestników wyprawy. Mamy tutaj wątek z dziadkiem Lorda Byrona, który pozwola rozszerzyć nasze horyzonty kiedy ponownie sięgniemy do jego poezji – już po przeczy­taniu tej książki. Dbałość o szczegół, świetnie zarysowane postacie, pełne zrozumienie na czym polegała służba Imperium Brytyjskiemu. Grann  udał się nawet do Patagonii, aby poznać głębiej tę piekielną wyspę. Opisy przylądka Horn przerażające. To właśnie ta historia zainspirowała Hermana Melvilla do napisania “Moby Dicka”. Podszkoliłam się również ze słownictwa związanego z żeglarstwem 🙂 Książka również została wydana po polsku pod tytułem “Sprawa Wagera. Opowieść o katastrofie, buncie i morderstwie”. Oczywiście i tym razem,  duet Martin Scorsese – Leonardo Di Caprio zakupił prawa do ekranizacji. Gorąco polecam!  Mam nadzieję, że przekład na język polski jest również dobry, jak pióro Granna.

A historia zaczyna się tak:

“28 stycznia 1742 roku u wybrzeży Brazylii ocean wyrzucił  na brzeg rozklekotany statek z połamanego drewna i tkanin. Wewnątrz znajdowało się trzydziestu wycieńczonych mężczyzn, ledwo żywych, którzy mieli do opowiedzenia niezwykłą historię. Byli to rozbitkowie ze statku Jego Królewskiej Mości o nazwie The Wager, brytyjskiej jednostki, która opuściła Anglię w 1740 roku z tajną misją podczas imperialnej wojny z Hiszpanią. Podczas gdy The Wager ścigał hiszpańskiego galeona pełnego skarbów, znanego jako „nagroda wszystkich oceanów”, rozbił się na odludnej wyspie u wybrzeży Patagonii. Po wielu miesiącach spędzonych na bezludnej wyspie i w obliczu głodu, mężczyźni zbudowali słaba szalupę i żeglowali przez ponad sto dni, przemierzając prawie 3000 mil po wzburzonych wodach.. Zostali powitani jak bohaterowie.

Ale wtedy… sześć miesięcy później, inna, jeszcze bardziej zdezelowana jednostka wylądowała u  wybrzeży Chile,  tylko z trzema rozbitkami, którzy opowiedzieli zupełnie inną historię. Trzydziestu marynarzy, którzy wylądowali w Brazylii, nie było bohaterami – byli buntownikami. Pierwsza grupa odpowiedziała własnymi kontr-oskarżeniami wobec despotycznego i morderczego starszego oficera i jego popleczników. Stało się jasne, że podczas pobytu na wyspie załoga popadła w anarchię, a walczące frakcje walczyły o panowanie nad jałowym pustkowiem. Gdy posypały się oskarżenia o zdradę i morderstwo, Admiralicja zwołała sąd wojenny, aby ustalić, kto mówi prawdę. Stawką było życie i śmierć – ktokolwiek zostanie uznany za winnego, może zostać powieszony…..”

Fascynująca historia!

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Data premiery: 2024-08-28

Liczba stron: 416

🌿 Głosuję od lat – Ty również możesz mieć wpływ na Warszawę. Ruszyło głosowanie w budżecie obywatelskim 2025!

Od wielu lat biorę udział w głosowaniu na warszawski budżet obywatelski. To dla mnie ważny moment w roku – okazja, by zrobić coś dobrego dla miasta, w którym mieszkam. Zazwyczaj głosuję na projekty dotyczące zakupu książek dla bibliotek, zazieleniania przestrzeni miejskiej, rozbudowy ścieżek rowerowych, wsparcia dla seniorów czy pomocy psychologicznej.

Za każdym razem mam poczucie, że mój głos naprawdę się liczy – bo wiele z tych inicjatyw udało się zrealizować.
Dlatego bardzo Was zachęcam: zagłosujcie! To zajmuje tylko kilka minut, a daje realną moc sprawczą.


🗳️ Głosowanie trwa! Sprawdź, jak wziąć udział i co nowego w tej edycji

Od 1 czerwca do 15 czerwca 2025 można oddać głos w 12. edycji budżetu obywatelskiego m.st. Warszawy. Do wyboru jest aż 1373 projekty, w tym po raz pierwszy propozycje na poziomie lokalnym!

✅ Kto może głosować?

Każdy mieszkaniec Warszawy – niezależnie od wieku, zameldowania czy obywatelstwa.
Tak, dzieci i młodzież też mogą głosować – wystarczy, że mieszkają w stolicy.


🖥️ Jak głosować?

Masz dwie możliwości:


🎁 Konkurs „Podaj dalej”

Głosując bezpośrednio przez mój link – weźmiesz też udział w konkursie „Podaj dalej”:
👉 Kliknij tutaj i oddaj głos automatycznie dołączasz do konkursu promującego głosowanie.
Zasady są proste:

  • Udostępnij swój indywidualny link dalej.
  • Im więcej mieszkańców Warszawy zagłosuje z Twojego polecenia, tym więcej punktów zdobędziesz.
  • Najlepsi uczestnicy otrzymają miejskie nagrody 🎉

🧩 Jakie są kategorie projektów?

Możesz oddać głos na maksymalnie 5 projektów z każdej z trzech kategorii:

  1. Ogólnomiejski – np. sprzęt dla szpitali, rozbudowa tras rowerowych
  2. Dzielnicowy – np. remonty, nowe miejsca rekreacji
  3. Lokalny (nowość!) – działania bliżej domu: zazielenianie ulic, warsztaty, kultura

🗓️ Terminarz

  • 🗓 Głosowanie: 1–15 czerwca 2025
  • 📣 Wyniki: 1 lipca 2025

Zachęcam Was z całego serca: głosujcie, mówcie o tym znajomym, podajcie dalej!
Każdy głos to mały krok w stronę lepszej Warszawy – bardziej zielonej, otwartej i przyjaznej.

👉 Tu możesz oddać swój głos i dołączyć do konkursu

Netanjahu i Noam Shuster-Eliassi w lustrze izraelskiego dokumentu

Kolejne dwa filmy dokumentalne z 22 edycji festiwalu „Millennium Docs Against Gravity,” które – choć skrajnie różne pod względem formy, tonu i konstrukcji postaci – łączy jedno: głęboka potrzeba opowiedzenia prawdy o rozpadzie izraelskiej tożsamości. „Akta Bibiego” Alona Schwarza i „Coexistence, My Ass!” Amber Fares to dwa głosy z jednego kraju, wybrzmiewające z różnych zakątków społecznego i politycznego spektrum. Jeden patrzy w górę, na mechanizmy władzy, drugi – w głąb codziennego doświadczenia jednej osoby. I choć różnią się niemal wszystkim, razem tworzą poruszającą dyptykę o kryzysie nadziei.

Netanjahu: architekt systemu czy jego symptom?

„Akta Bibiego” to film precyzyjny jak skalpel. Alon Schwarz nie pozostawia widzowi złudzeń – pokazuje Netanjahu nie jako bohatera czy potwora, lecz jako wytwór i motor politycznej maszyny, która od lat systematycznie rozmontowuje izraelską demokrację. Archiwalne nagrania, wywiady z byłymi doradcami, analizy politologiczne – to wszystko układa się w mozaikę portretu władzy opartej na cynizmie, marketingu i strachu. W tle tej układanki pojawia się także skrajna, niemal teatralna postawa żony Netanjahu, Sary – kobiety przedstawianej przez media jako postać apodyktyczna, wywierająca silny wpływ na decyzje premiera i będąca symbolem zacieśnionej prywatno-politycznej osi władzy. Film nie jest tylko o jednym człowieku. To opowieść o epoce, która się jeszcze nie skończyła, ale której finał – przynajmniej w warstwie moralnej – zdaje się przesądzony. Jednym z najmocniejszych elementów filmu są niepublikowane wcześniej materiały ukazujące przesłuchanie Netanjahu przez izraelską policję w związku z zarzutami korupcyjnymi. Materiał archiwalny, który trafił do producenta Alexa Gibneya pod koniec ubiegłego roku, ukazuje momenty konfrontacji premiera z funkcjonariuszami: zaprzeczenia, uniki i kłótnie. Netanjahu stanowczo odrzuca oskarżenia o przyjmowanie kosztownych podarków od majętnych biznesmenów, m.in. hollywoodzkiego producenta Arnona Milchana oraz magnata hazardowego Sheldona Adelsona. W filmie zasugerowano, że w zamian za przysługi polityczne miał zapewniać im korzystne decyzje podatkowe.

Dokument buduje swój przekaz także poprzez rozmowy z istotnymi postaciami izraelskiego życia publicznego, jak były premier Ehud Olmert, były rzecznik Netanjahu Nir Hefetz, bły lider Shin Bet Ami Ayalon czy dziennikarz śledczy Raviv Drucker. Dla wielu mieszkańców Izraela to nie tylko film, lecz próba uchwycenia mechanizmu, który doprowadził do zapaści politycznej, rozchwiania instytucji państwowych oraz pogłębienia konfliktów regionalnych. Netanjahu, wykorzystując urzędnicze procedury do przeciągania własnego procesu, pozwalał jednocześnie na ekspansję osiedli na Zachodnim Brzegu, niejasne decyzje w sprawie zakładników przetrzymywanych przez Hamas oraz operacje wojskowe, których skutki nazwano na forum międzynarodowym hańbą moralną tej epoki.

To, co w tym filmie najmocniej zapadło mi w pamięć to  nie sama skala manipulacji, ale również to, jak bardzo społeczeństwo – znużone, podzielone, przerażone – staje się jej wspólnikiem. Schwarz nie oskarża. Raczej pyta: jak do tego doszliśmy? Jak to się stało, że człowiek, który przez lata budował mit własnej nieomylności, mógł tak długo trzymać w garści cały kraj i ciągle trzyma?

Noam Shuster-Eliassi: samotność w świetle reflektorów

A potem spotykamy bezkompromisową Noam. „Coexistence, My Ass!” to film zupełnie inny – intymny, dziki, czasem absurdalny. Reżyserka Amber Fares śledzi losy jednej kobiety, która postanowiła mówić to, czego inni boją się nawet pomyśleć. Noam Shuster-Eliassi –obecnie komiczka i performerka – przechodzi przez swój własny coming out: ideowy, tożsamościowy, egzystencjalny.

Ten film to nie tylko zapis występów stand-upowych. Wprowadza nas w niezwykłą historię Noam Shuster-Eliassi, kobiety, która potrafi obracać nawet najciemniejsze momenty w żart. Dorastała w unikalnej społeczności „Oazy Pokoju” – jedynej izraelskiej osadzie, w której żydzi i Palestyńczycy mieszkają razem na zasadach równości. Mimo żydowskich korzeni Noam mówi płynnie po arabsku, a jej najbliższą przyjaciółką jest Palestynka Ranin, znajoma z dzieciństwa.

Oaza gościła niegdyś postaci takie jak Hillary Clinton, Jane Fonda czy Dalajlama. Noam została aktywistką działającą na rzecz współistnienia narodów i reprezentowała Izrael w ONZ. Jej naturalną drogą wyrazu stał się stand-up, do którego zainspirował ją – jak sama mówi – prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dawniej komik. Humor stał się dla niej bronią i mostem łączącym podzielone światy. Szybko zyskała popularność w mediach izraelskich, arabskich i amerykańskich, ale dla wielu przedstawicieli skrajnej prawicy była symbolem zdrady narodowej. Jej charyzma i optymizm przyciągały jak magnes.

Gdy ulice Tel Awiwu i Jerozolimy zaczęły się zapełniać protestującymi przeciw rządom Netanjahu, Noam dołączyła do nich z transparentem: „Nie ma demokracji bez Palestyńczyków”. Październik 2023 roku i jego dramatyczne konsekwencje rzuciły na nią nowy cień i wystawiły jej przekonania na bolesną próbę. To portret kobiety, która próbuje przeżyć w kraju, gdzie idea koegzystencji brzmi dziś jak zły dowcip – tytułowy zresztą. Noam żartuje z języka polityki, z traumy, z religii, z samej siebie. Ale im dalej w film, tym bardziej widać, że śmiech bywa ostatnią linią obrony przed rozpaczą. Szczególnie po 7 października 2023 roku, gdy kraj pogrąża się w kolejnym kręgu przemocy, Noam staje się kimś więcej niż artystką – staje się świadkiem, medium, sumieniem.

Dwa obrazy, jedno pęknięcie

Obydwa filmy opowiadają o Izraelu, ale ich język i rytm są zupełnie inne. „Akta Bibiego” to chłodna analiza; „Coexistence, My Ass!” – gorący, pulsujący monolog. Jeden film mówi: zobaczcie, jak funkcjonuje system. Drugi: posłuchajcie, jak to odczuwa jednostka. Razem jednak tworzą opowieść o rozpadzie – nie tylko struktur politycznych, ale przede wszystkim społecznej więzi i zbiorowej narracji.

Oglądając te dwa dokumenty niemal dzień po dniu, poczułam, że nie da się już mówić o Izraelu jako o państwie jednolitym. Jest zbiorem równoległych rzeczywistości, które coraz rzadziej się przecinają. Schwarz pokazuje, jak ten podział został zaprogramowany. Fares – jak wygląda jego codzienność.

Zamiast zakończenia

Nie wiem, czy te filmy coś zmienią. Pewnie nie. Ale wiem, że trzeba je zobaczyć. Bo jedno mówi prawdę o władzy, a drugie – prawdę o jej ofiarach. Reakcje na te dwa dokumenty były tak podzielone, jak samo izraelskie społeczeństwo. „Akta Bibiego” wywołały burzliwą debatę w mediach i w przestrzeni publicznej – jedni uznali film za ważne ostrzeżenie przed autorytarną pokusą i upadkiem instytucji demokratycznych, inni oskarżali twórców o polityczną nagonkę i manipulację. Dokument trafił na międzynarodowe festiwale i został dobrze przyjęty przez krytyków, ale w Izraelu spolaryzował opinię publiczną.

„Coexistence, My Ass!” wzbudził entuzjazm zwłaszcza wśród liberalnej i lewicowej publiczności na Zachodzie. Widziano w nim głos odwagi, autentyzmu i humanizmu w czasach skrajności. Dla wielu żydowskich odbiorców był to film niewygodny – pokazujący pęknięcia, które trudno zagoić. Z kolei dla Arabów i Palestyńczyków Noam stała się nieoczywistym, ale szczerym partnerem w rozmowie. Dokument wzbudza zarówno zachwyt, jak i opór, ale w każdym przypadku zmusza do refleksji i przekraczania schematów. I może właśnie w tym, paradoksalnie, tkwi jeszcze jakaś nadzieja: że są ludzie, którzy patrzą, słuchają, i mają odwagę mówić.

Bo jeśli nie oni – to kto?

Akta Bibiego (The Bibi Files)trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity

https://www.youtube.com/watch?v=BSr4Ms1fq3E&t=1s

Coexistence, My Ass (Coexistence, My Ass)trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity

https://www.youtube.com/watch?v=OfB5svtYcIE&t=2s

źródło: filmweb.pl