„Lantrini” – hasłem naszych czasów

“Latem w Tocznabieli” Antoni Mączak/Wojciech Tygielski

Podcasty wkradły się do mojego życia. Jak zwykle nie przesadzam, nie skaczę z odcinka na odcinek, z podcastu na podkast.. Idę po kolei… tak należę do tej grupy osób, która jest wierna tym głosom, które zaciekawią np. wspomną o wciągającej książce.

I tym sposobem usłyszałam od prof. Piotra Macieja Majewskiego w rozmowie między innymi o tyranach w podcaście Historia i Przyszłość (POLECAM!) – o książce – rozmowie dwóch, wybitnych profesorów Wojciecha Tygielskiego z Antonim Mączakiem -“Lato w Tocznabieli”. Książka ukazała się dawno, w 2000 roku w serii Biblioteka “Więzi”. Pierwsza część rozmowy bardzo interesująca, prof. Mączak bardzo szczerze dzieli się wspomnieniami o swoich bardzo młodzieńczych fascynacjach endeckich i o własnej niemożności  zrozumienia świata społeczności chasydzkiej w latach 30 ubiegłego wieku. Moją uwagę przyciągnął powracający motyw chłopaka z przedwojennej inteligenckiej  rodzinie, który próbuje odnaleźć się w nowej powojennej rzeczywistości. Zarówno on, jak i jego przyjaciele. Pewne wspomnienia należy zachować, w szczególności kiedy mamy do czynienia z ludźmi: z poczuciem dystansu i humoru w stosunku do siebie samych jak i do otaczającej ich wtedy dość ponurej rzeczywistości. Odpowiedzi prof. Mączaka są szczere, uderzają lapidarnością i celnością osądu swoich myśli i postaw. Co powoduje, że wybieramy takie, a nie inne ścieżki życia, czy nawet w PRL-u można było zachować się przyzwoicie w niewygodnych sytuacjach. Prof. Mączak czasami “lawiruje”, ale bez przesady. Zdrowy rozsądek, i fascynująca historia o historii, wspomnienia o prof: Marianie Małowiście, Witoldzie Kuli i wielu innych, i na koniec jak zamiłowanie do statystyki może przydać się w pracy historyka.

Fragment 1 s.32-33

WT: „Z Twoich wcześniejszych wspomnień okupacyjnych zapadło mi w pamięć opowiadanie jak to w czasie powstania siedząc na poddaszu domu przy ul. Lwowskiej, czytałeś Buddenbrooków czy coś innego Thomasa Manna, do czego mogłeś się potem odwołać podczas dyskusji na seminarium u Michaela Postana w Cambridge. Poważne lektury „pod ostrzałem, a ich treść pamiętana  i umiejętnie wykorzystywana po latach; fikcja literacka jako realna alternatywa ponurej rzeczywistości… Bardzo to w sumie optymistyczne.”

AM: Nie wiem czy wyciągasz słuszny wniosek. Nauczyłem się od kiedy umiem czytać, prowadzić życie równolegle: coś robię, a chwile wolne od tego wypełniam lekturą, czasem niezbyt ważną jaką, bo także z przypadkowego tekstu mogą wyniknąć ciekawe nieoczekiwane skojarzenia. Czytanie (nie tylko Polityki) staje się ”najlepszym z nałogów”, choć wciąż mam nadzieję, że kiedyś oduczę się czytania chodząc.”

Fragment 2 s.42 – usłyszany we wspomnianym podkaście

AM: Moi rodzice byli bardzo związani z tradycją legionową i rozczarowani po zamachu majowym. Legiony – ale nie duch „byłych kombatantów” – to jedyna tradycja polityczna, jaką mi przekazywali. Bardzo uważali, żeby swego krytycyzmu politycznego nie przeciwstawiać szkole, która realizowała program państwowy. Państwo kojarzyło się wtedy…

WT: …z pułkownikami?

AM: Z OZON-em. Rodzice byli przeciw, ale pilnowali, żeby mnie w spory polityczne nie mieszać. Pamiętam, że byłem pod wrażeniem Mussoliniego i wojny w Abisynii, pod wpływem kronik filmowych, radia itd. Zbudowałem z drewnianej skrzynki okręt, który chciałem nazwać imieniem jakiegoś wspaniałego marszałka. Ojciec chętnie poradził: niech się nazywa „Latrini”. Dopiero kiedy wypisałem już tę dumną nazwę olejną farbą na burcie, ojciec naprowadził mnie na znaczenie wyrazu. Taki miał styl wychowania politycznego. Bardzo taktowny i skuteczny się okazał.”

Nie potrafię czytać chodząc, “Lantrini” przydałoby się użyć w rozmowach z najmłodszym pokoleniem dziś ogarniętych podobną fascynacją… 

Polecam również zajrzeć do kolejnego fragmentu s. 47-54 dotyczącego obecności i postrzegania Żydów w świadomości młodego prof. Mączaka  przed wojną i w czasie Zagłady. Wyjaśnia w nim między innymi dlaczego nie lubi słowa ” „Holokaust” w znaczeniu zagłady Żydów. „Całopalenie” po grecku dotyczyło ofiar składanych ze zwierząt, kojarzy mu się to z bydłem lub z religijną ofiarą. Podobnie mówimy “hekatomba”. “Zagłada” przez wielkie Z brzmi mi właściwej” s.48

Wydawnictwo: Biblioteka ‚Więzi

Rok premiery: 2000

Liczba stron: 300

Podkast Historia i Przyszłość – link do wspomnianego odcinka: https://www.youtube.com/watch?v=84DZXK4rSVw&list=PL-q7IINJRQ5MuhZJaa4aP3X8icCOre99N&index=1&t=238s

David Grann i jego świat

The Wager” A Tale Of Shipwreck, Mutiny and Murder” David Grann

Cokolwiek napisze David Grann czytam. W Polsce znany z książki „Czas krwawego księżyca”, a w sumie również z filmu pod tym samym tytułem, ostatniego filmu Scorsese

Tę książkę opisywałam parę lat temu na jednej z grup FB i ciągle zachęcam do przeczytania, bo jest znacznie ciekawsza od filmu. Chyba poszukam ten wpis i umieszczę tutaj. :)

A teraz, The Wager” A   Tale of Shipwreck, Mutiny and Murder co można przetłumaczyć „The Wager” opowieść o katastrofie statku, buncie i morderstwie”. I tym razem nie zawiodłam się, choć czytałam w wersji angielskiej tylko. Wspaniałe przygotowanie bibliografii, połączenie reportażu z kryminałem. Historia prawdzi­wa, jak to u Granna, który spędził wiele godzin w poszukiwaniu niejednozna­cznych historii w bibliotekach. Tym razem w Głównej Bibliotece Brytyjskiej. Jest to brawurowa opowieść o buncie w miejscu gdzie i “umiera dusza człowieka”, jak i o sile narracji w kształto­waniu naszego postrzegania rzeczywistości. Opowieść o przetrwaniu, moralnych kompro­misach, zdradzie i co najważniejsze nieuchwytnej naturze prawdy i mocy informacji w kształtowa­niu historii. Książka wciąga, bo gdy już sądzimy, że mamy obraz co mogło się naprawdę wydarzyć, Grann wprowadza nowe fakty i perspe­ktywę, która podważa przedsta­wioną przez niego narrację. Czy poznamy kiedykolwiek prawdę? Grann przejrzał wyblakłe dzienniki, okrętową, korespondencję, zapiski z rozpraw sądowych, raporty prasowe,  i osobiste relacje uczestników wyprawy. Mamy tutaj wątek z dziadkiem Lorda Byrona, który pozwola rozszerzyć nasze horyzonty kiedy ponownie sięgniemy do jego poezji – już po przeczy­taniu tej książki. Dbałość o szczegół, świetnie zarysowane postacie, pełne zrozumienie na czym polegała służba Imperium Brytyjskiemu. Grann  udał się nawet do Patagonii, aby poznać głębiej tę piekielną wyspę. Opisy przylądka Horn przerażające. To właśnie ta historia zainspirowała Hermana Melvilla do napisania “Moby Dicka”. Podszkoliłam się również ze słownictwa związanego z żeglarstwem 🙂 Książka również została wydana po polsku pod tytułem “Sprawa Wagera. Opowieść o katastrofie, buncie i morderstwie”. Oczywiście i tym razem,  duet Martin Scorsese – Leonardo Di Caprio zakupił prawa do ekranizacji. Gorąco polecam!  Mam nadzieję, że przekład na język polski jest również dobry, jak pióro Granna.

A historia zaczyna się tak:

“28 stycznia 1742 roku u wybrzeży Brazylii ocean wyrzucił  na brzeg rozklekotany statek z połamanego drewna i tkanin. Wewnątrz znajdowało się trzydziestu wycieńczonych mężczyzn, ledwo żywych, którzy mieli do opowiedzenia niezwykłą historię. Byli to rozbitkowie ze statku Jego Królewskiej Mości o nazwie The Wager, brytyjskiej jednostki, która opuściła Anglię w 1740 roku z tajną misją podczas imperialnej wojny z Hiszpanią. Podczas gdy The Wager ścigał hiszpańskiego galeona pełnego skarbów, znanego jako „nagroda wszystkich oceanów”, rozbił się na odludnej wyspie u wybrzeży Patagonii. Po wielu miesiącach spędzonych na bezludnej wyspie i w obliczu głodu, mężczyźni zbudowali słaba szalupę i żeglowali przez ponad sto dni, przemierzając prawie 3000 mil po wzburzonych wodach.. Zostali powitani jak bohaterowie.

Ale wtedy… sześć miesięcy później, inna, jeszcze bardziej zdezelowana jednostka wylądowała u  wybrzeży Chile,  tylko z trzema rozbitkami, którzy opowiedzieli zupełnie inną historię. Trzydziestu marynarzy, którzy wylądowali w Brazylii, nie było bohaterami – byli buntownikami. Pierwsza grupa odpowiedziała własnymi kontr-oskarżeniami wobec despotycznego i morderczego starszego oficera i jego popleczników. Stało się jasne, że podczas pobytu na wyspie załoga popadła w anarchię, a walczące frakcje walczyły o panowanie nad jałowym pustkowiem. Gdy posypały się oskarżenia o zdradę i morderstwo, Admiralicja zwołała sąd wojenny, aby ustalić, kto mówi prawdę. Stawką było życie i śmierć – ktokolwiek zostanie uznany za winnego, może zostać powieszony…..”

Fascynująca historia!

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Data premiery: 2024-08-28

Liczba stron: 416

Rozczarowanie

Repatrland ’45. Drogi Polaków na Ziemie Odzyskane

Tomasz Bonek

Bywają książki, w których rodzinne historie są na tyle nietypowe i ciekawe, że nie chce się kończyć czytać. Nie miałam takie uczucia podczas tej lektury.

Być może zmylił mnie tytuł, spodziewałam się bardziej syntetycznej, uporządkowanej historii. Dużo chaosu, autor nie może zdecydować się czy pisze subiektywnie czy obiektywnie, raz emocje, raz na „zimno!

Szkoda! Zmarnowana szansa…..

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Data premiery: 2025-05-07

Liczba stron: 352

Projekt okładki: Tomasz Bonek

„Tratwa z pomarańczami” Maciej Hen

Na początku trochę ociągałam się z czytaniem. Nie mogłam „wgryźć się” w tę opowieść. Zastanawiałam się, na ile będzie różnić się od „Dom pisarzy w czasach zarazy. Iwicka 8A” Tomasza Jastruna. Na szczęście obydwie pozycje zachowują swoja autonomię i wyrazistość!
W pewnym momencie – niespodziewanie – szczerość autora uderzyła z podwójną siłą — i od tego momentu „wciągnęłam się”. Maciej Hen, podobnie jak Tomasz Jastrun, przybliża nam świat, który już odszedł, czyżby…. jednak nie do końca…
Bezkompromisowe spojrzenie na wczesny PRL, Marzec ’68 oraz na wzmagający się antysemityzm — oczami dziecka, potem nastolatka. Chwilami poważnie, chwilami zabawnie — taki wewnętrzny, męski pamiętnik dorastania i odkrywania swojej żydowskiej tożsamości w inteligenckiej rodzinie.
Podziwiam pamięć Hena do szczegółu — jakby wszystko wydarzyło się wczoraj. Chyba najbardziej zaimponowało mi jego spojrzenie na przeszłość oczami dziecka, takie to świeże. Konfrontacja pomiędzy matką a ojcem w Marcu ’68 zszokowała mnie — tym bardziej podziwiam uczciwość autora, zero koloryzowania…., nie oszczędza ojca – Józefa Hena
Chwyciła mnie za serce ta „Tratwa z pomarańczami” — popłynęłam nią w miejsca, gdzie pomarańcze nie były „zielone”, lecz pachniały Hajfą. 🍊

Fragment:

„Mamie zdarzało się dość często, że w trakcie jakichś prostych czynności, na przykład przy gotowaniu, ni stąd, ni zowąd wydawała z siebie rozpaczliwy jęk, prawdę mówiąc skowyt, zwykle nieartykułowany, ale nieraz układający się w słowa takie jak „o, mamusiu moja…”. Chwilę zawsze trwało, zanim doszła do siebie.

– Co się stało, mamuś? – pytaliśmy.

– Nic – odpowiadała. – Coś mi się przypomniało. – I wracała cała do przerwanego zajęcia. Nie drążyliśmy sprawy, bo było dla nas jasne, że znowu naszła ją niespodzianie myśl o jej wymordowanej rodzinie.

Było ich ośmioro, tych, którzy zginęli – matka, ojciec, pięcioro dzieci i babka. Ocalały tylko moja mama i jej młodsza o cztery lata siostra, ciocia Rita, a to dzięki temu, że mama w porę uciekła przed niemieckim natarciem na wschód i zabrała Ritę ze sobą. Chciała wszystkich namówić, żeby się ratowali, ale zdaje się dziadek Mojżesz był temu przeciwny, więc wsiadły do pociągu ewakuacyjnego tylko we dwie, dziewiętnastolatka i piętnastolatka. Mama niechętnie o tym mówiła, nigdy nie wymieniała nawet imion swoich rodziców i rodzeństwa – oprócz Rity, która zresztą, jak się kiedyś mamie wyrwało, właściwie miała na imię Rachela – przez co nie wiem nawet, ilu miały braci, a ile sióstr.  Dopiero kiedy na krótko przed śmiercią zaczęły jej się plątać rzeczywistości, naskoczyła raz na tatę, że nie pozwolił swoim synom wyjechać do Związku Radzieckiego, przez co wszyscy zginęli. „Reniątko”, próbował jej tłumaczyć, „przecież ja mam tylko jednego syna, Maćka, twojego syna. Żadnych innych synów nie mam”. A mama na to: „Jak to nie masz? A Lejbuś? A Szmil?” s.104/105

Wydawnictwo:

Wydawnictwo Filtry

Data premiery:

2025-08-27

Liczba stron:

312

Projekt okładki: Marta Konarzewska / konarzewska.pl

🌿 Głosuję od lat – Ty również możesz mieć wpływ na Warszawę. Ruszyło głosowanie w budżecie obywatelskim 2025!

Od wielu lat biorę udział w głosowaniu na warszawski budżet obywatelski. To dla mnie ważny moment w roku – okazja, by zrobić coś dobrego dla miasta, w którym mieszkam. Zazwyczaj głosuję na projekty dotyczące zakupu książek dla bibliotek, zazieleniania przestrzeni miejskiej, rozbudowy ścieżek rowerowych, wsparcia dla seniorów czy pomocy psychologicznej.

Za każdym razem mam poczucie, że mój głos naprawdę się liczy – bo wiele z tych inicjatyw udało się zrealizować.
Dlatego bardzo Was zachęcam: zagłosujcie! To zajmuje tylko kilka minut, a daje realną moc sprawczą.


🗳️ Głosowanie trwa! Sprawdź, jak wziąć udział i co nowego w tej edycji

Od 1 czerwca do 15 czerwca 2025 można oddać głos w 12. edycji budżetu obywatelskiego m.st. Warszawy. Do wyboru jest aż 1373 projekty, w tym po raz pierwszy propozycje na poziomie lokalnym!

✅ Kto może głosować?

Każdy mieszkaniec Warszawy – niezależnie od wieku, zameldowania czy obywatelstwa.
Tak, dzieci i młodzież też mogą głosować – wystarczy, że mieszkają w stolicy.


🖥️ Jak głosować?

Masz dwie możliwości:


🎁 Konkurs „Podaj dalej”

Głosując bezpośrednio przez mój link – weźmiesz też udział w konkursie „Podaj dalej”:
👉 Kliknij tutaj i oddaj głos automatycznie dołączasz do konkursu promującego głosowanie.
Zasady są proste:

  • Udostępnij swój indywidualny link dalej.
  • Im więcej mieszkańców Warszawy zagłosuje z Twojego polecenia, tym więcej punktów zdobędziesz.
  • Najlepsi uczestnicy otrzymają miejskie nagrody 🎉

🧩 Jakie są kategorie projektów?

Możesz oddać głos na maksymalnie 5 projektów z każdej z trzech kategorii:

  1. Ogólnomiejski – np. sprzęt dla szpitali, rozbudowa tras rowerowych
  2. Dzielnicowy – np. remonty, nowe miejsca rekreacji
  3. Lokalny (nowość!) – działania bliżej domu: zazielenianie ulic, warsztaty, kultura

🗓️ Terminarz

  • 🗓 Głosowanie: 1–15 czerwca 2025
  • 📣 Wyniki: 1 lipca 2025

Zachęcam Was z całego serca: głosujcie, mówcie o tym znajomym, podajcie dalej!
Każdy głos to mały krok w stronę lepszej Warszawy – bardziej zielonej, otwartej i przyjaznej.

👉 Tu możesz oddać swój głos i dołączyć do konkursu

Nagroda Literacka Nike 2025 – ogłoszono nominacje!

Już po raz 29. poznaliśmy tytuły, które powalczą o najbardziej prestiżowe wyróżnienie literackie w Polsce – Nagrodę Literacką Nike. W piątek, 6 czerwca, opublikowano listę 20 nominowanych książek, wśród których znalazły się powieści, eseje, reportaże, biografie, poezja i opowiadania. Zestawienie obejmuje zarówno twórczość doświadczonych autorów i autorek – niekiedy już wcześniej nagradzanych – jak i debiutantów. Aż dziesięcioro nominowanych po raz pierwszy trafiło do tego zaszczytnego grona, a trzy książki to debiuty literackie.

Juliusz Kurkiewicz z Fundacji Nike zwrócił uwagę na wyjątkową równowagę tegorocznej selekcji: „Wśród nominowanych są wszystkie gatunki, dzieła dotychczasowych laureatów, jak i debiutantów, pozycje o dużym ładunku społecznym, ale też te, które nie odnoszą się bezpośrednio do aktualnych wydarzeń. To znak, że polska literatura ma się naprawdę dobrze”.

Laureat/ka Nagrody Literackiej Nike wyłaniany/a jest w trzech etapach.
We wrześniu poznamy siedmioro finalistów, a zwycięzca lub zwyciężczyni zostanie ogłoszony/a podczas uroczystej gali, która odbędzie się 5 października. Zwycięska książka otrzyma statuetkę autorstwa Gustawa Zemły oraz nagrodę pieniężną w wysokości 100 tys. złotych.

Skład jury Nike 2025 tworzą:
Witold Bereś, Justyna Jaworska (przewodnicząca), Radosław Romaniuk, Katarzyna Sawicka-Mierzyńska, Krzysztof Siwczyk, a także debiutujący w tej roli: Anna Arno, Bogdan Białek, Andrzej Brzeziecki i Zbigniew Mentzel (finalista nagrody z 2006 roku).

Oprócz nagrody głównej przyznawana jest również Nike Czytelników, wyłaniana w plebiscycie internautów na portalu Wyborcza.pl.

Lista 20 nominowanych książek do Nagrody Literackiej Nike 2025 (alfabetycznie wg autorów):

  • Agnieszka Dauksza, Ludzie nieznaczni (esej, Karakter)
  • Beata Guczalska, Konrad Swinarski. Biografia ukryta (biografia, Wydawnictwo Literackie)
  • Magdalena Grzebałkowska, Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej (biografia, Znak)
  • Urszula Honek, Poltergeist (poezja, Warstwy)
  • Mariusz Grzebalski, Tylko kanarek widział (poezja, Warstwy)
  • Ignacy Karpowicz, Ludzie z nieba (powieść, Wydawnictwo Literackie)
  • Eliza Kącka, Wczoraj byłaś zła na zielono (esej, Karakter)
  • Kora Tea Kowalska, Patrz pod nogi. O zbieraniu rzeczy (esej, Karakter)
  • Weronika Kostyrko, Róża Luksemburg. Domem moim jest cały świat (biografia, Marginesy)
  • Hanna Krall, Jedenaście (reportaż, a5)
  • Jul Łyskawa, Prawdziwa historia Jeffreya Watersa i jego ojców (powieść, Czarne)
  • Dorota Masłowska, Magiczna rana (opowiadania, Karakter)
  • Sonia Nowacka, Saros (poezja, Convivo)
  • Mateusz Pakuła, Skóra po dziadku (powieść, Agora)
  • Maria Poprzęcka, Śmierć przed obrazem (esej, słowo/obraz terytoria)
  • Aneta Prymaka-Oniszk, Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia (reportaż, Czarne)
  • Tomasz Różycki, Hulanki i swawole (poezja, a5)
  • Paweł Sołtys, Sierpień (opowiadania, Czarne)
  • Piotr Sommer, Środki do pielęgnacji chmur (proza, WBPCiAK)
  • Andrzej Stasiuk, Rzeka dzieciństwa (esej, Czarne)

Gala wręczenia nagród odbędzie się 5 października 2025 r.
Nagrodę główną wręczy Robert Dobrzycki – prezes firmy Panattoni, jednego z tegorocznych mecenasów strategicznych (obok Fundacji Roberta Dobrzyckiego). Partnerem wydarzenia jest Grupa Agora.

Nike to wyróżnienie o ogromnym wpływie – nie tylko prestiżowym, ale i rynkowym. Często decyduje o dalszych losach książek: zwiększa nakłady, inspiruje dodruki i przekłady, a także buduje międzynarodową rozpoznawalność polskiej literatury. Wśród dotychczasowych laureatów znaleźli się m.in.: Czesław Miłosz, Olga Tokarczuk, Mariusz Szczygieł, Marcin Wicha, Andrzej Stasiuk i Dorota Masłowska.

📚 Organizatorzy: Fundacja Nagrody Literackiej Nike, Gazeta Wyborcza
💼 Mecenasi strategiczni: Panattoni, Fundacja Roberta Dobrzyckiego
💡 Mecenas: Orlen
🤝 Partner wydarzenia: Grupa Agora
🔗 Więcej informacji: Wyborcza.pl/NIKE

Poniżej link do Podcastu Gazety Wyborczej, w którym „Aleksandra Sobczak i Wojciech Szot rozmawiają o dwudziestce książek nominowanych do tegorocznej Nagrody Literackiej Nike. Czy wśród tego zestawienia ważnych pozycji na ważne tematy są książki, których lektura sprawi czytelnikom przyjemność, które są przystępne i nadają się na prezent? Rozmawiają też o tym, czym dzisiaj jest nagroda Nike, dlaczego ważne jest wyróżnianie książek, oraz kim są nominowani autorzy i autorki.”

https://www.youtube.com/watch?v=BU9c9qEGKPg&list=PLUn4n7h0C3j3gWLGQaAYdqKr1azVzc0YH&index=1

źródło: Gazeta Wyborcza

Netanjahu i Noam Shuster-Eliassi w lustrze izraelskiego dokumentu

Kolejne dwa filmy dokumentalne z 22 edycji festiwalu „Millennium Docs Against Gravity,” które – choć skrajnie różne pod względem formy, tonu i konstrukcji postaci – łączy jedno: głęboka potrzeba opowiedzenia prawdy o rozpadzie izraelskiej tożsamości. „Akta Bibiego” Alona Schwarza i „Coexistence, My Ass!” Amber Fares to dwa głosy z jednego kraju, wybrzmiewające z różnych zakątków społecznego i politycznego spektrum. Jeden patrzy w górę, na mechanizmy władzy, drugi – w głąb codziennego doświadczenia jednej osoby. I choć różnią się niemal wszystkim, razem tworzą poruszającą dyptykę o kryzysie nadziei.

Netanjahu: architekt systemu czy jego symptom?

„Akta Bibiego” to film precyzyjny jak skalpel. Alon Schwarz nie pozostawia widzowi złudzeń – pokazuje Netanjahu nie jako bohatera czy potwora, lecz jako wytwór i motor politycznej maszyny, która od lat systematycznie rozmontowuje izraelską demokrację. Archiwalne nagrania, wywiady z byłymi doradcami, analizy politologiczne – to wszystko układa się w mozaikę portretu władzy opartej na cynizmie, marketingu i strachu. W tle tej układanki pojawia się także skrajna, niemal teatralna postawa żony Netanjahu, Sary – kobiety przedstawianej przez media jako postać apodyktyczna, wywierająca silny wpływ na decyzje premiera i będąca symbolem zacieśnionej prywatno-politycznej osi władzy. Film nie jest tylko o jednym człowieku. To opowieść o epoce, która się jeszcze nie skończyła, ale której finał – przynajmniej w warstwie moralnej – zdaje się przesądzony. Jednym z najmocniejszych elementów filmu są niepublikowane wcześniej materiały ukazujące przesłuchanie Netanjahu przez izraelską policję w związku z zarzutami korupcyjnymi. Materiał archiwalny, który trafił do producenta Alexa Gibneya pod koniec ubiegłego roku, ukazuje momenty konfrontacji premiera z funkcjonariuszami: zaprzeczenia, uniki i kłótnie. Netanjahu stanowczo odrzuca oskarżenia o przyjmowanie kosztownych podarków od majętnych biznesmenów, m.in. hollywoodzkiego producenta Arnona Milchana oraz magnata hazardowego Sheldona Adelsona. W filmie zasugerowano, że w zamian za przysługi polityczne miał zapewniać im korzystne decyzje podatkowe.

Dokument buduje swój przekaz także poprzez rozmowy z istotnymi postaciami izraelskiego życia publicznego, jak były premier Ehud Olmert, były rzecznik Netanjahu Nir Hefetz, bły lider Shin Bet Ami Ayalon czy dziennikarz śledczy Raviv Drucker. Dla wielu mieszkańców Izraela to nie tylko film, lecz próba uchwycenia mechanizmu, który doprowadził do zapaści politycznej, rozchwiania instytucji państwowych oraz pogłębienia konfliktów regionalnych. Netanjahu, wykorzystując urzędnicze procedury do przeciągania własnego procesu, pozwalał jednocześnie na ekspansję osiedli na Zachodnim Brzegu, niejasne decyzje w sprawie zakładników przetrzymywanych przez Hamas oraz operacje wojskowe, których skutki nazwano na forum międzynarodowym hańbą moralną tej epoki.

To, co w tym filmie najmocniej zapadło mi w pamięć to  nie sama skala manipulacji, ale również to, jak bardzo społeczeństwo – znużone, podzielone, przerażone – staje się jej wspólnikiem. Schwarz nie oskarża. Raczej pyta: jak do tego doszliśmy? Jak to się stało, że człowiek, który przez lata budował mit własnej nieomylności, mógł tak długo trzymać w garści cały kraj i ciągle trzyma?

Noam Shuster-Eliassi: samotność w świetle reflektorów

A potem spotykamy bezkompromisową Noam. „Coexistence, My Ass!” to film zupełnie inny – intymny, dziki, czasem absurdalny. Reżyserka Amber Fares śledzi losy jednej kobiety, która postanowiła mówić to, czego inni boją się nawet pomyśleć. Noam Shuster-Eliassi –obecnie komiczka i performerka – przechodzi przez swój własny coming out: ideowy, tożsamościowy, egzystencjalny.

Ten film to nie tylko zapis występów stand-upowych. Wprowadza nas w niezwykłą historię Noam Shuster-Eliassi, kobiety, która potrafi obracać nawet najciemniejsze momenty w żart. Dorastała w unikalnej społeczności „Oazy Pokoju” – jedynej izraelskiej osadzie, w której żydzi i Palestyńczycy mieszkają razem na zasadach równości. Mimo żydowskich korzeni Noam mówi płynnie po arabsku, a jej najbliższą przyjaciółką jest Palestynka Ranin, znajoma z dzieciństwa.

Oaza gościła niegdyś postaci takie jak Hillary Clinton, Jane Fonda czy Dalajlama. Noam została aktywistką działającą na rzecz współistnienia narodów i reprezentowała Izrael w ONZ. Jej naturalną drogą wyrazu stał się stand-up, do którego zainspirował ją – jak sama mówi – prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, dawniej komik. Humor stał się dla niej bronią i mostem łączącym podzielone światy. Szybko zyskała popularność w mediach izraelskich, arabskich i amerykańskich, ale dla wielu przedstawicieli skrajnej prawicy była symbolem zdrady narodowej. Jej charyzma i optymizm przyciągały jak magnes.

Gdy ulice Tel Awiwu i Jerozolimy zaczęły się zapełniać protestującymi przeciw rządom Netanjahu, Noam dołączyła do nich z transparentem: „Nie ma demokracji bez Palestyńczyków”. Październik 2023 roku i jego dramatyczne konsekwencje rzuciły na nią nowy cień i wystawiły jej przekonania na bolesną próbę. To portret kobiety, która próbuje przeżyć w kraju, gdzie idea koegzystencji brzmi dziś jak zły dowcip – tytułowy zresztą. Noam żartuje z języka polityki, z traumy, z religii, z samej siebie. Ale im dalej w film, tym bardziej widać, że śmiech bywa ostatnią linią obrony przed rozpaczą. Szczególnie po 7 października 2023 roku, gdy kraj pogrąża się w kolejnym kręgu przemocy, Noam staje się kimś więcej niż artystką – staje się świadkiem, medium, sumieniem.

Dwa obrazy, jedno pęknięcie

Obydwa filmy opowiadają o Izraelu, ale ich język i rytm są zupełnie inne. „Akta Bibiego” to chłodna analiza; „Coexistence, My Ass!” – gorący, pulsujący monolog. Jeden film mówi: zobaczcie, jak funkcjonuje system. Drugi: posłuchajcie, jak to odczuwa jednostka. Razem jednak tworzą opowieść o rozpadzie – nie tylko struktur politycznych, ale przede wszystkim społecznej więzi i zbiorowej narracji.

Oglądając te dwa dokumenty niemal dzień po dniu, poczułam, że nie da się już mówić o Izraelu jako o państwie jednolitym. Jest zbiorem równoległych rzeczywistości, które coraz rzadziej się przecinają. Schwarz pokazuje, jak ten podział został zaprogramowany. Fares – jak wygląda jego codzienność.

Zamiast zakończenia

Nie wiem, czy te filmy coś zmienią. Pewnie nie. Ale wiem, że trzeba je zobaczyć. Bo jedno mówi prawdę o władzy, a drugie – prawdę o jej ofiarach. Reakcje na te dwa dokumenty były tak podzielone, jak samo izraelskie społeczeństwo. „Akta Bibiego” wywołały burzliwą debatę w mediach i w przestrzeni publicznej – jedni uznali film za ważne ostrzeżenie przed autorytarną pokusą i upadkiem instytucji demokratycznych, inni oskarżali twórców o polityczną nagonkę i manipulację. Dokument trafił na międzynarodowe festiwale i został dobrze przyjęty przez krytyków, ale w Izraelu spolaryzował opinię publiczną.

„Coexistence, My Ass!” wzbudził entuzjazm zwłaszcza wśród liberalnej i lewicowej publiczności na Zachodzie. Widziano w nim głos odwagi, autentyzmu i humanizmu w czasach skrajności. Dla wielu żydowskich odbiorców był to film niewygodny – pokazujący pęknięcia, które trudno zagoić. Z kolei dla Arabów i Palestyńczyków Noam stała się nieoczywistym, ale szczerym partnerem w rozmowie. Dokument wzbudza zarówno zachwyt, jak i opór, ale w każdym przypadku zmusza do refleksji i przekraczania schematów. I może właśnie w tym, paradoksalnie, tkwi jeszcze jakaś nadzieja: że są ludzie, którzy patrzą, słuchają, i mają odwagę mówić.

Bo jeśli nie oni – to kto?

Akta Bibiego (The Bibi Files)trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity

https://www.youtube.com/watch?v=BSr4Ms1fq3E&t=1s

Coexistence, My Ass (Coexistence, My Ass)trailer | 22. Millennium Docs Against Gravity

https://www.youtube.com/watch?v=OfB5svtYcIE&t=2s

źródło: filmweb.pl

„Atlas szczęścia” Hellen Russell

Sposoby na szczęście z całego świata – podtytuł książki jak znalazł na ukojenie mojego stanu apatii i rozczarowania kondycją moralną polskiego społeczeństwa po wyborze na prezydenta tak „szemranego” człowieka.
Wśród krajów szczęśliwych – a jest ich aż trzydzieści – nie ma Polski.
Znamienne…

Nie jest to książka najwyższych lotów; irytuje niechlujne (miejscami) tłumaczenie. Mimo tych niedoskonałości mój mózg odpoczął, ciesząc się myślą, że są jeszcze miejsca w tym chaotycznym świecie, gdzie ludzie wiedzą, jak pielęgnować szczęście.

I tak wyrwało mnie z marazmu podejście mojej angielskiej, „brzydszej połowy” – mojego męża ;), który wręcz stanowi klasyczny przykład tego podejścia:
„W Anglii dominuje przekonanie, że zamiast się nad sobą rozczulać, powinniśmy po prostu robić swoje. Można sobie w tym pomóc energicznym spacerem, pobudzającym wydzielanie endorfin, bądź herbatką i słodyczami. Albo uśmiechaniem się na widok psa przed Lidlem. Powinniśmy za wszelką cenę walczyć z chandrą i starać się odzyskać jolliness. Ponuractwo jest w bardzo złym tonie – tak samo jak niechęć do innych czy rozpamiętywanie krzywd. (…) Znów bądź jolly i rób swoje.” (s. 9–10)

Potem wzrok zatrzymał się na Grecji i doświadczeniu Meraki, czyli połączeniu koncentracji i pasji z dodatkiem smutnych egzaltacji, które można uskuteczniać w teatrach – a konkretnie: czterystu, które znajdują się w peryferyjnych wioskach. Ceny biletów są przystępne, spektakle odbywają się często według zasady poczwórnego spektaklu:
„Najpierw trzy tragedie, które miały wywołać katharsis (…) A na zakończenie była komedia – ciągnie Dimitra. – Chodziło o to, żeby oczyścić się ze wszystkich negatywnych emocji i tabu, a na koniec podnieść się na duchu. Bo starożytni Grecy naprawdę rozumieli ludzką psychikę.” (s. 77)
Pomyślałam sobie: mam coś od Greków na smutki – teatr – i już zaraz: Anna Seniuk pomoże :)

Niechronologicznie trafiam na Finlandię:
„Ponadto Finowie mają najwięcej wolności osobistej, a ich szkolnictwo regularnie zdobywa pierwsze miejsce w klasyfikacjach. Jest tak przede wszystkim dlatego, że w latach 30. to środowiska naukowe stanęły na czele ruchu narodowościowego, a od czasu odzyskania niepodległości jedna trzecia fińskich prezydentów i premierów miała tytuł profesora. Edukacja zawsze stanowiła priorytet – w XIX wieku wydano nawet dekret, że warunkiem uzyskania ślubu w kościele luterańskim jest zdanie przez narzeczonych egzaminu z czytania.” (s. 69)

I znowu melancholia powraca. Patrzę na Polskę i wszystko jasne… Oprócz pozytywistycznej pracy w zaborze pruskim, gdzie chłopów uczono czytania, w pozostałych zaborach…
A co do prezydentów…

Ratuje mnie irlandzki craic – muzyka, opowiadanie historii i craic, czyli dobra zabawa. Temu warto się przyjrzeć :)

Zostawię Was z tym:
„To cierpienie wpoiło też Irlandczykom poczucie wdzięczności za wszelkie dobro, które ich spotyka, oraz chęć cieszenia się drobiazgami. Za przykład może posłużyć tu oryginalna irlandzka tradycja świętowania 6 stycznia – Kobiecej Gwiazdki. W większości krajów chrześcijańskich dzień ten zamyka okres świąteczny, ale w Irlandii to wyjątkowa okazja – po długiej bożonarodzeniowej harówce kobiety w końcu mogą odpocząć. (…) Dzisiaj mam wolny wieczór. Szósty stycznia to nic innego jak Światowy Kobiecy Dzień Craic.” (s. 122)

A jak Polki i Polacy definiują szczęście?
Mogę się założyć, że każdy będzie miał swoją definicję…

Odpoczęłam przy tych prawie trzystu stronach o tym, jak być szczęśliwym/-ą, czego i Wam życzę!

Okładka: Naomi Wilkinson

22 edycja festiwalu „Millennium Docs Against Gravity”.

Właśnie zakończyła się 22 edycja festiwalu „Millennium Docs Against Gravity”.

W tym roku udało mi się obejrzeć dziesięć dokumentów online. Jestem wdzięczna za taką możliwość, często pracuję wieczorami i nie mam czasu na seanse kinowe. Najczęściej wybieram tematykę społeczną, politykę czy kulturę. Podobnie było w tym roku. W kolejnych wpisach w zakładce Film, podzielę się moimi wrażeniami.

„Riefenstahl” reż. Andres Veiel / 2024 / Niemcy oraz „Charlie Chaplin: duch włóczęgi” (Charlie Chaplin: The Spirit of the Tramp) reż. Carmen Chaplin / 2024 / Wielka Brytania, Hiszpania, Niderlandy, Francja wywarły na mnie największe wrażenie. Dobrze napisane scenariusze, ciekawe wątki, nieszablonowe podejście do tematu. Człowiek się nie nudzi.

Niech chcę psuć przyjemności odkrywania (dla mnie nieznanego) dotąd faktu z życia Chaplina, związanego z „duchem włóczęgi” Sami odkryjcie jaki to jest 😊 Patrzę teraz na jego twórczość zupełnie inaczej. Bardzo udany debiut dokumentalny w wykonaniu Carmen Chaplin (wnuczki Charliego Chaplina i prawnuczki Eugenea O’Neilla).

Jest coś w filmach z domowego archiwum, że przez chwilę widzimy te krótkie, ludzkie zachowania „gwiazd”, ich zniecierpliwienie, lęk (patrz Chaplin), a u Leni Riefenstahl – niesamowitą pychę, samouwielbienie i syndrom wyparcia. Dokument o Leni wywołuje na przemian podziw do pięknych zdjęć i ujęć, jak i złość i zdumienie tłumaczeniami dotyczącymi jej zaangażowania w budowę potęgi III Rzeszy. Te zbliżenia kamery na jej twarz…. Niesamowite!

Wielkie postacie światowego kina, perfekcjoniści, wybitnie utalentowani, z różnych środowisk, wspólnie walczyli ze swoimi demonami, które raz po raz atakowały bez zapowiedzi. U Chaplina – demon niespotykanej biedy, której doświadczył w dzieciństwie, u Riefenstahl – demon wszystkich ofiar nazistowskich Niemiec. Bardzo, ale to bardzo polecam!

Autorem plakatu promującego film dokumentalny „Riefenstahl” (2024) w reżyserii Andresa Veiela jest najprawdopodobniej zespół kreatywny producenta filmu, Vincent Productions, we współpracy z dystrybutorami, takimi jak Beta Cinema i Dogwoof. Natomiast autor plakatu promującego film dokumentalny „Charlie Chaplin: duch włóczęgi” (2024) w reżyserii Carmen Chaplin nie został oficjalnie ujawniony. W dostępnych materiałach prasowych oraz na stronach festiwali, takich jak Millennium Docs Against Gravity, nie podano nazwiska konkretnego projektanta plakatu