„Lantrini” – hasłem naszych czasów

“Latem w Tocznabieli” Antoni Mączak/Wojciech Tygielski

Podcasty wkradły się do mojego życia. Jak zwykle nie przesadzam, nie skaczę z odcinka na odcinek, z podcastu na podkast.. Idę po kolei… tak należę do tej grupy osób, która jest wierna tym głosom, które zaciekawią np. wspomną o wciągającej książce.

I tym sposobem usłyszałam od prof. Piotra Macieja Majewskiego w rozmowie między innymi o tyranach w podcaście Historia i Przyszłość (POLECAM!) – o książce – rozmowie dwóch, wybitnych profesorów Wojciecha Tygielskiego z Antonim Mączakiem -“Lato w Tocznabieli”. Książka ukazała się dawno, w 2000 roku w serii Biblioteka “Więzi”. Pierwsza część rozmowy bardzo interesująca, prof. Mączak bardzo szczerze dzieli się wspomnieniami o swoich bardzo młodzieńczych fascynacjach endeckich i o własnej niemożności  zrozumienia świata społeczności chasydzkiej w latach 30 ubiegłego wieku. Moją uwagę przyciągnął powracający motyw chłopaka z przedwojennej inteligenckiej  rodzinie, który próbuje odnaleźć się w nowej powojennej rzeczywistości. Zarówno on, jak i jego przyjaciele. Pewne wspomnienia należy zachować, w szczególności kiedy mamy do czynienia z ludźmi: z poczuciem dystansu i humoru w stosunku do siebie samych jak i do otaczającej ich wtedy dość ponurej rzeczywistości. Odpowiedzi prof. Mączaka są szczere, uderzają lapidarnością i celnością osądu swoich myśli i postaw. Co powoduje, że wybieramy takie, a nie inne ścieżki życia, czy nawet w PRL-u można było zachować się przyzwoicie w niewygodnych sytuacjach. Prof. Mączak czasami “lawiruje”, ale bez przesady. Zdrowy rozsądek, i fascynująca historia o historii, wspomnienia o prof: Marianie Małowiście, Witoldzie Kuli i wielu innych, i na koniec jak zamiłowanie do statystyki może przydać się w pracy historyka.

Fragment 1 s.32-33

WT: „Z Twoich wcześniejszych wspomnień okupacyjnych zapadło mi w pamięć opowiadanie jak to w czasie powstania siedząc na poddaszu domu przy ul. Lwowskiej, czytałeś Buddenbrooków czy coś innego Thomasa Manna, do czego mogłeś się potem odwołać podczas dyskusji na seminarium u Michaela Postana w Cambridge. Poważne lektury „pod ostrzałem, a ich treść pamiętana  i umiejętnie wykorzystywana po latach; fikcja literacka jako realna alternatywa ponurej rzeczywistości… Bardzo to w sumie optymistyczne.”

AM: Nie wiem czy wyciągasz słuszny wniosek. Nauczyłem się od kiedy umiem czytać, prowadzić życie równolegle: coś robię, a chwile wolne od tego wypełniam lekturą, czasem niezbyt ważną jaką, bo także z przypadkowego tekstu mogą wyniknąć ciekawe nieoczekiwane skojarzenia. Czytanie (nie tylko Polityki) staje się ”najlepszym z nałogów”, choć wciąż mam nadzieję, że kiedyś oduczę się czytania chodząc.”

Fragment 2 s.42 – usłyszany we wspomnianym podkaście

AM: Moi rodzice byli bardzo związani z tradycją legionową i rozczarowani po zamachu majowym. Legiony – ale nie duch „byłych kombatantów” – to jedyna tradycja polityczna, jaką mi przekazywali. Bardzo uważali, żeby swego krytycyzmu politycznego nie przeciwstawiać szkole, która realizowała program państwowy. Państwo kojarzyło się wtedy…

WT: …z pułkownikami?

AM: Z OZON-em. Rodzice byli przeciw, ale pilnowali, żeby mnie w spory polityczne nie mieszać. Pamiętam, że byłem pod wrażeniem Mussoliniego i wojny w Abisynii, pod wpływem kronik filmowych, radia itd. Zbudowałem z drewnianej skrzynki okręt, który chciałem nazwać imieniem jakiegoś wspaniałego marszałka. Ojciec chętnie poradził: niech się nazywa „Latrini”. Dopiero kiedy wypisałem już tę dumną nazwę olejną farbą na burcie, ojciec naprowadził mnie na znaczenie wyrazu. Taki miał styl wychowania politycznego. Bardzo taktowny i skuteczny się okazał.”

Nie potrafię czytać chodząc, “Lantrini” przydałoby się użyć w rozmowach z najmłodszym pokoleniem dziś ogarniętych podobną fascynacją… 

Polecam również zajrzeć do kolejnego fragmentu s. 47-54 dotyczącego obecności i postrzegania Żydów w świadomości młodego prof. Mączaka  przed wojną i w czasie Zagłady. Wyjaśnia w nim między innymi dlaczego nie lubi słowa ” „Holokaust” w znaczeniu zagłady Żydów. „Całopalenie” po grecku dotyczyło ofiar składanych ze zwierząt, kojarzy mu się to z bydłem lub z religijną ofiarą. Podobnie mówimy “hekatomba”. “Zagłada” przez wielkie Z brzmi mi właściwej” s.48

Wydawnictwo: Biblioteka ‚Więzi

Rok premiery: 2000

Liczba stron: 300

Podkast Historia i Przyszłość – link do wspomnianego odcinka: https://www.youtube.com/watch?v=84DZXK4rSVw&list=PL-q7IINJRQ5MuhZJaa4aP3X8icCOre99N&index=1&t=238s


Odkryj więcej z Zapiski ze Strefy Kultury

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Dodaj komentarz